Posmak outbacku

Z Adelajdy jedziemy na północny-wschód do Flinders Ranges, czyli pasma górskiego rozciągającego się na długości 430 km. Nasz przewodnik zawierający opis 40 najpiękniejszych tras w Australii, właśnie we Flindersach wskazuje najwięcej szlaków. Tutaj też kończą się asfaltowe drogi, zanikają wszelkie usługi. Robimy jeszcze ostatnie zakupy w uroczym miasteczku Quorn, gdzie vintage dominuje nad teraźniejszością. Tankujemy zdecydowanie już droższą benzynę dokładnie przeliczając, ile powinniśmy zrobić zapasu. A więc witaj australijski outbacku.

Flinders Ranges to miejsce wyjątkowe z kilku powodów. Krajobraz, który wzmacniany jest przez niezwykłe kolory i światło. Bogactwo świata zwierząt – to tu po raz pierwszy spotykam australijskie kozice i górską odmianę kangura (trudno stwierdzić, które lepiej skacze po skałach). Królestwo ptaków – a wśród nich papużki faliste, które na wolności robią niezwykłe wrażenie. A świat ten od kilkudziesięciu tysięcy lat zamieszkują Aborygeni, których sztukę odnaleźć można w wielu miejscach. Część tutejszej ziemi należy właśnie do nich i dostęp w niektóre miejsca jest ograniczony – na przykład limitowany czasowo, ze względu na godziny, w jakich Aborygeni polują. Z tych wszystkich powodów Flinders Ranges to miejsce bardzo australijskie. Jego charakter docenili także twórcy filmowi – powstały tu jedne z najważniejszych australijskich obrazów „Rabbit-Proof Fence” Philipa Noyce oraz „The Tracker” Rolfa de Heer.

Na terenie Flinders Rangers utworzono dwa parki narodowe: Flinders Ranges oraz Gammon Ranges. Ten drugi jest bardziej odległy, do którego wiedzie 150 km nieutwardzonej drogi, zamykanej okresowo w niesprzyjających warunkach atmosferycznych. Ma to też swoje wielkie plusy – dociera tu bardzo niewielu turystów/podróżników. Miejsce do którego nam udaje się dojechać to Arkaroola Village. Jazda samochodem jeszcze wyżej na północ, gdzie kusi nas kilka kolejnych tras, okazuje się niemożliwa. Jedyną opcją jest helikopterową taksówka. Delektujemy się więc poczuciem izolacji.

Nie ma więc wątpliwości, że tu natura dyktuje warunki. Przyjmujemy je z całym dobrodziejstwem. We Flindersach panuje teraz zima, dlatego wieczory podczas których często temperatura spadała do zera, spędzamy grzejąc się przy ognisku. Te wielogodzinne nasiadówki pod gołym niebem (jakże gwieździstym) podobają się nam tak bardzo, że ogień palimy także i na początek dnia. I niespodziewanie szybko staje się to dla nas czymś całkiem naturalnym. Flinders Ranges zmienia ludzkie przyzwyczajenia…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s