Długa droga do Perth

Tak bardzo chcielibyśmy zostać dłużej we Flinder Ranges. Nie możemy… Po bezproblemowej jeździe przez pięć dni po wertepach, wybojach i kamieniach, gdy tylko wyjechaliśmy na drogę asfaltową nasza opona zostaje przebita przez gwóźdź… Musimy więc wjechać w cywilizację, aby znaleźć stację serwisową. Hawker, czyli pierwsze miasteczko po drodze z Flinders Ranges okazało się wśród niewielu swoich usług świadczyć profesjonalny serwis naprawy opon.

Uff, możemy jechać dalej. Kierunek zachód, czyli Perth. Do przejechania mamy 2500 km drogi. Na początek mijamy dwa miasta – Port Augusta i Ceduna. W każdym z nich mieszka liczna społeczność Aborygeńska, a wielu jej przedstawicieli można spotkać na ulicy. Sprawiają wrażenie smutnych, zmęczonych i niespiesznych. W Cedunie odwiedzamy Centrum Sztuki Aborygeńskiej, z dziełami lokalnych artystów. Każdy obraz opatrzony jest certyfikatem autentyczności. Na rynku podróbek sztuki Aborygeńskiej nie brakuje (zwłaszcza tych z Chin), dlatego za autentyki trzeba płacić – ceny obrazów nie naszą kieszeń. W Penongu ostrzegają, że następny sklep dopiero za 1000 km. Brzmi dobrze! Zatrzymujemy się w Head of Bight, zatoce która słynie ze swoich wielkich mieszkańców – wielorybów. W związku z tym, że ląd, przylegający do zatoki jest własnością Aborygeńską, musimy uiścić opłatę, aby wejść na jego teren.

Następny przystanek robimy w Nullarbor, będącym bramą do parku narodowego o tej samej nazwie. Jest to też pierwsza z kilku miejscowości na trasie do Perth, istniejąca tylko ze względu na ruch samochodowy. Określenie „miejscowość” właściwie nie oddaje charakteru miejsca. Jest to znajdujący się na poboczu drogi wielki plac, ze stacją benzynową, restauracją, motelem, toaletą, czasem campingiem. Poza obsługą nikt tutaj nie mieszka.

Park Narodowy Nullarbor wyróżnia płaskość terenu, który zbudowany jest głównie z wapienia, pokrytego krzaczastą, czasem wręcz pustynną roślinnością. Stąd też pochodzi nazwa, oznaczająca miejsce bezdrzewne (nullus – arbor). Droga do Perth rozcina obszar na dwie części, zakłócając jednostajność. Nic tylko cieszyć się niekończącą się przestrzenią. A jeśli ktoś odczuje niedosyt bezmiaru, to może zjechać z drogi kilkaset metrów w lewo, aby popatrzeć na ocean. Park ciągnie się aż do granicy z Australią Zachodnią. Tym razem słowo granica nabiera nowego znaczenia. I nie bez powodu często pada po trasie pytanie: Ile jeszcze do granicy? Przed wjazdem przechodzi się bowiem kontrolę służącą sprawdzeniu, czy aby nie wwożone są owoce, warzywa lub miód. Lepiej nie ryzykować, bo kary za przemyt są bardzo wysokie. Produkty te są zakazane bynajmniej nie ze względów celnych, ale z obawy, że mogą roznosić niebezpieczne muszki. Jest to jedyna granica stanowa, na której kwarantanna jest tak skrupulatnie przestrzegana, chociaż w całej Australii znajdują się wydzielone strefy, do których nie można wwozić żadnych owoców i warzyw. Kwarantanna obowiązuje też przy wjeździe do Australii. Ta ostrożność stanowi nie lada kontrast wobec samowolki jaką biali osadnicy uprawiali wwożąc na teren Australii całkiem obce gatunki zwierząt, które zakłóciły tutejszy ekosystem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s