Nie taki diabeł straszny, czyli jak zdobywaliśmy Gibb River Road, cz. I

Wybieramy rozwiązanie kompromisowe, podyktowane przez rozsądek zmieszany z ciekawością. Postanawiamy zakosztować przygody Gibb River Road namiastkowo i ostrożnie. Zwycięża mało odkrywcza myśl, że nie byłoby nam na rękę, jeśli nasz ledwie-co samochód z napędem na cztery koła zostałby tu na zawsze. Wjeżdżamy więc na Gibb River od strony zachodniej, po to, aby zjechać z niej po 125. kilometrze, na drogę łączącą się z autostradą na południu Kimberley. Poza inną jakością jazdy można na autostradzie bez problemu zatankować i kupić jedzenie, czyli mieć to, co na Gibb River Road jest w deficycie – jedynym pewnym punktem z benzyną na całej trasie jest Mt Barnett Roadhouse, znajdujący się niemalże w połowie drogi. Na wszystkich innych – mniej lub bardziej tymczasowych stacjach – nie ma gwarancji, że dostanie się cokolwiek innego niż olej napędowy. Najlepiej więc nie ryzykować, tylko wziąć ze sobą kanister. Jazda, nawet ze sporymi, zapasami paliwa na dachu to na Gibb River Road oraz wielu innych „offowych” drogach Australii, normalny widok. Ale to nie nasze zmartwienie, my paliwa mamy na jakieś 300 kilometrów, czyli tyle, że spokojnie wystarczy nam do Fitzroy Crossing – pierwszej miejscowości po zjechaniu na autostradę. I tym razem nie zbrudzimy naszego nowiutkiego pojemnika na benzynę, którego i tak nie mielibyśmy gdzie zamontować, jeśli wypełniłby się jakąkolwiek cieczą. Plan jest więc jasny i prosty.

Pozornie. Pierwsze kilometry Gibb River Road zaskakują nas. Droga jest znacznie lepsza od wielu tras nieasfaltowych, po których mieliśmy okazję jeździć podczas tej wyprawy. Hmm, w powietrzu zawisa lekka konfuzja pomieszana z przekonaniem, że to pewnie za chwilę się skończy. Ale konfuzja narasta wprost proporcjonalnie do przejechanych kilometrów. Bo nie jest gorzej. Dojeżdżamy do rozjazdu na południe. Prosty i jasny plan legł w gruzach – bo jak nie kontynuować, kiedy droga całkiem niezła??? Postanawiamy pojechać jeszcze kilkanaście kilometrów, a następnie zawrócić, tym bardziej, że zaczyna zachodzić już słońce. Argument szybko obraca się w swoją negację – schodzące za horyzont słońce zostawia za sobą złotoczerwoną łunę, zamieniając okolice w baobabowe królestwo. Wjeżdżamy w nie coraz głębiej. Dalej mijamy skaliste ściany rezerwatu King Leopold Ranges, które równie mocno działają na wyobraźnię.

Zapada zmrok, a my już przejechaliśmy tyle drogi, że nie starczy nam, aby wrócić do Fitzroy Crossing. Ale to nie przez nieuwagę. To przez tę niezwykłą i intrygującą przestrzeń. Myśl, że tę noc i kolejny dzień spędzimy gdzieś na Gibb River Road, niemal opętuje nasze umysły. Nawet brak pewności, czy starczy nam paliwa, aby dotrzeć do Mt Barnett Roadhouse, nie jest w stanie zepsuć nam nastrojów. Nic nie jest w stanie nam ich zepsuć. Jesteśmy przecież na Gibb River Road!!!

Udaje nam się znaleźć bardzo urocze miejsce noclegowe nieopodal drogi – przy brzegu rzeki, która o tej porze roku przypomina raczej strumień, chociaż za kilka miesięcy pewnie rozleje się po całej okolicy. Zasady noclegownia na Gibb River Road nie są jasno określone, więc wieczorem można zobaczyć z drogi palące się ogniska. No, ale każdy kij ma dwa końce. Swoboda w wybieraniu miejsc powoduje, że na takim biwaku „na dziko” co najwyżej można znaleźć palenisko, będące pozostałością po poprzedniku-podróżniku. Dlatego trzeba być przygotowanym także na inne pamiątki – jak np. papier toaletowy. Łatwo chyba sobie wyobrazić, że ta plaga, której od wielu lat nie udało się opanować, wprowadza ogromny dysonans. Niestety tak chyba będzie dopóki obszar Gibb River Road nie zostanie objęty ochroną (obecnie podlega jej jedynie King Leopold Ranges) lub nie powstanie lepsza infrastruktura. Ale wtedy to już nie będzie Gibb River Road.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s