Zapamiętywanie podróży

Ostatni dzień w Kimberley chcemy spędzić tak jak na to miejsce przystało – odkrywając coś niezwykłego, najlepiej takiego, aby można było zapamiętać do końca życia. A ponieważ moja twarz i szyja wciąż nie wyglądają zdrowo, to lepiej abyśmy pozostali w jakimś kontakcie z cywilizacją. Postanawiamy więc poszukać wrażeń w El Questro – prywatnym rezerwacie przyrody położonym na wschodnim krańcu Gibb River Road. Miejsce oferuje turystom prawie wszystko – od wymagających odpowiedniej kondycji i przygotowania szlaków, poprzez wycieczki 4WD, kąpiele w wodach termalnych, na rejsie łódką wśród skał z malowidłami Aborygeńskimi kończąc.

Decydujemy się na jeden ze szlaków – El Questro Gorge. Wiedzie w górę strumienia, po drodze którego mija się przeróżne przeszkody, aby na końcu dotrzeć do oczka wodnego – Mac Micking Pool. Newralgiczny moment na trasie to znajdujący się w połowie drogi ogromny głaz – jakby wrzucony tu przez jakąś nadludzką siłę. Olbrzymia skała doskonale wstrzeliła się w koryto strumienia, zastawiając kompletnie dalsze przejście. I tak skutecznie dokonuje się w tym miejscu selekcja na tych, którzy pójdą dalej i tych, którzy muszą zawrócić. W pierwszej grupie znaleźć się niełatwo, bo trzeba zamoczyć się w zimnej wodzie powyżej pasa, aby wdrapać się, po opartej o głaz, mokrej belce, a potem jakimś cudem wejść na śliską skałę.

Mam moment wahania. Po chwili mija, gdy tylko z przeciwnej strony głazu widzę wyłaniającą się rodzinkę – z dwójką dzieci około 3 i 5 lat. Rodzice bez problemu z pociechami na barana pokonują przeszkodę. Jak się okazuje, ta australijska familia nie od dziś, ani nie od wczoraj, chodzi swoimi drogami. Od prawie dwóch lat są w podróży… Taki widok w Australii to jednak nie rzadkość. Australijczyków można podzielić na dwie grupy – na tych, którzy są dumni ze swojego kraju i w jakiejś bliżej nieokreślonej przyszłości zamierzają zweryfikować swoje wyobrażenie o nim. I na tych, którzy już porzucili codzienność, aby przeżyć wielką przygodę i poznać fascynujący kontynent. Wielu udaje się to dopiero na emeryturze, która w Australii jest czasem spędzanym raczej w przyczepie campingowej niż na spacerach z wnukami.

Moje podróżowanie jest trochę inne. Bo buduję wspomnienia na długo, być może na całe życie. Będąc w drodze, staram się o tym pamiętać, zanurzać w chwili, do której będę w przyszłości wracać setki, może tysiące razy. W ten sposób chcę wzmocnić i utrwalić niezapomniane momenty. Takie igranie z pamięcią. Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby się nie oswajać z podróżowaniem, doceniać ten wyjątkowy stan bycia w ciągłej zmianie, celebrować życie w rzeczywistości, w której nie ma miejsca na rutynę i nie obowiązuje tygodniowy schemat 5+2. Tak zresztą dziwny z perspektywy podróży…

Trud się opłacił – na końcu czeka przepiękne oczko wodne, z krystalicznie czystą wodą, otoczone skałami, które izolują je od reszty świata. Taki mały eden w Kimberley. Ulegamy więc pokusie…

Pomimo wielości wspomnień, które zdołałam zbudować w Kimberley, pojawia się jednak pewien niedosyt. Chciałabym jeszcze wydrzeć coś więcej z tej wielowiekowej, schowanej w tutejszych skałach i jaskiniach, tajemnicy. Owszem widziałam kilka galerii naskalnych, wszystkie jednak w miejscach bardzo łatwo dostępnych, nie dawały satysfakcji odkrywania.

Bez wahania decydujemy się więc na kolejną atrakcję El Questro – samodzielny rejs łódką wśród skał. Rzeka jest ponoć pełna krokodyli, dlatego nie można dobijać do brzegu, a jedynie podziwiać Aborygeńskie galerie z łodzi. No a dzięki temu chętnych niezbyt wielu. W rejs mamy wypłynąć kolejnego ranka.

DSC_9265

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s