Kierunek Darwin, czyli szybka jazda nocna

???????????????????????????????
Bezlitosny plan każe nam dojechać do Darwin, oddalonego ponad 800 km, w dwa dni. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że w tym czasie ten sam plan przeznacza te same 2 dni na Litchfield National Park, położony niemalże po drodze.
Poświęcenie nocy na jazdę umożliwia nam nadrobienie części straconego – rzecz jasna w pozytywnym słowa znaczeniu – czasu. To nie pierwszy raz, gdy świat śpi, a my staramy się nie ulegać przyzwyczajeniom wynikającym z podziału doby na dzień i noc. Chociaż właściwie podróżując nocą po Australii można czasem odnieść całkiem odwrotne wrażenie. Bo noc to czas, kiedy zwierzęta wychodzą ze swoich kryjówek, ignorując granice, które wyznaczył człowiek. Jakby pamiętały jeszcze czasy, kiedy nie było tu drogi i nie jeździły tędy auta – spacerują po jezdni albo po prostu siadają na niej, czasem podsypiając. Z ciemności nocy nie wyłaniają się za to uśpione skupiska ludzkie – tak typowy dla Europy widok. Nie mija się osiedli, blokowisk, gdzie świecące tylko gdzie niegdzie światła przypominać miałyby, że wszystko wróci do życia za kilka godzin. Jedynie co pozwala myśleć, że po nocy przyjdzie dzień, to mijane sporadycznie zamknięte stacje benzynowe podświetlone mdłym światłem jarzeniówek, palącym się tylko dla nas.

W nocy prowadzimy na zmiany, które są zwykle bardzo krótkie. Jedno kieruje, a drugie śpi, aby mogło za chwilę zasiąść wypoczęte za kółko albo chociaż w minimalnym stopniu nadawać się do jazdy… Niezbędna jest też w tych okolicznościach dobra i głośnia muzyka, a to drugie, odpowiednio, ma wtedy zatyczki w uszach. Nie obejdzie się też bez litrów coca-coli i węglowodanów do podgryzania – czyli wszystkiego tego, czego jesteśmy przeciwnikami w normalnej rzeczywistości. System działa najlepiej oczywiście wtedy, gdy dzień nie był zbyt męczący fizycznie. Bywa jednak, że trzeba znaleźć siły na jazdę nocną po intensywnych wojażach. Ale wtedy uruchamia się dodatkowy czynnik wspomagający – zachłanność. Chęć zobaczenia wszystkiego w tym skończonym czasie podróży – być może jedynej i ostatniej – sprawia, że człowiek skądś znajduje w sobie te dodatkowe, nieznane wcześniej, pokłady energii, które pchają go dalej. I sprawiają, że w środku nocy jest w stanie minąć kolejny dobry punkt do przenocowania po to, żeby zrobić następne 100, 200, a może 300 km.

Tej nocy przekraczamy granicę Północnego Terytorium. A więc stało się – opuszczamy Zachodnią Australię, największy i niezwykły stan Australii. Wjeżdżający do ZA z Północnego Terytorium muszą przejść kwarantannę, taką samą jaką my przechodziliśmy kilka tygodni temu, przekraczając granicę stanu od strony Australii Południowej. No cóż – jedno się kończy zatem drugie się zaczyna. To powiedzenie szczególnie dobrze pasuje do Australii. Nowe możliwości stoją przed nami natychmiast po przekroczeniu granicy, a precyzyjnie mówiąc nowy limit – prędkości. Pierwszy raz w Australii możemy jechać 130 km/h w terenie niezabudowanym! W pozostałych stanach bezwzględnie obowiązuje 110km/h. A cały system kontroli, czyli radary zwykłe, radary średniej prędkości, drogówka – także w formie nieoznaczonych patroli, sprawia, że zdecydowana większość kierowców jeździ przepisowo. Ale czy są z tego zadowoleni to już inna historia. Zwłaszcza, że drogi często świecą pustkami, a do pokonania są setki kilometrów. Dlatego zapowiadane kolejne zmiany zmierzające do obniżenia limitów prędkości, wywołują bardzo żywą i emocjonalną dyskusję. Koronnym argumentem za ma być bezpieczeństwo. Jak widać kwestia prędkości na drogach to problem uniwersalny… Chociaż z różnorodną historią – w Australii dopiero w 1999 roku wprowadzono Australijskie Zasady Drogowe (The Australian Road Rules), które wyznaczały reguły poruszania się po drogach kraju. Dokument nie miał jednak statusu obowiązującego, służył jedynie jako podstawa do wdrażania zasad na poziomie poszczególnych stanów, które tworzą w tym zakresie własne prawo.

I dlatego możemy pędzić 130 km/h. Do tego krótkie spanie na przydrożnym polu namiotowym. I walka z czasem zakończona zwycięstwem – do Litchfield National Park docieramy w sobotę około 14.00 Dobry czas wydawałoby się…

DSC_0217

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s