Moja islandzka opowieść

Islandia – dla jednych wielkie marzenie podróżnicze, dla innych jakaś odległa kraina kojarzona co najwyżej z gejzerami, dla jeszcze innych symbol lepszego życia – na chwilę albo na jak najdłużej. Wiadomości z tej odległej wyspy dobiegają do Polski sporadycznie i są raczej z gatunku tych niewiarygodnych. Dowiadujemy się o tym, że decyzja o budowie drogi została zmieniona ze względu na zamieszkujące tam elfy, że Prince Polo to ulubiony przysmaków najmłodszych Islandczyków, i że eksplodujący na wyspie wulkan sparaliżował ruch lotniczy nad Europą. No a do tego każdy przedszkolak wie, że „Kraina Lodu” istnieje tylko w bajce. Co to za dziwny kraj?!

No może jedynie informacja na temat szybkiego i skutecznego wyjścia Islandii z kryzysu ekonomicznego była tą, która wywoływała bardziej rzeczowe myślenie o wyspie. Zwłaszcza, że dotyczyła niektórych Polaków. W sumie więcej niż niektórych – już od końca lat 90-tych stanowimy bowiem najliczniejszą mniejszość narodową zamieszkującą Islandię (zdetronizowaliśmy tym samym Duńczyków). Chwilowo napływ do Islandii został zahamowany właśnie przez kryzys w 2008 r. Jednak nadal jesteśmy najsilniejszą reprezentacją innych narodów w tym kraju. A ostatnie lata to napływ pracowników – obok branży budowlanej i rybołówstwa – także do usług turystycznych. Ale nie ma się co dziwić, bo w sektorze pracy nie brakuje zwłaszcza, że od kilku lat Islandia przeżywa prawdziwy najazd odwiedzających z całego świata – na wyspę przyjeżdża ponad milion turystów rocznie, a Islandczyków jest ponad 300 tysięcy. Dlatego – podobno – mówiący po angielsku Polacy znajdują zatrudnienie na wyspie… w 5 dni. Zdarza się, że za pracą z Polski przybyli ostatnio także ci, których przywiodła bardziej sytuacja polityczna niż ekonomiczna naszego kraju – o czym mogłam przekonać się osobiście. Bo wypytywanie o powody emigracji było jednym z moich ulubionych pytań stawianych napotkanym krajanom. A respondentów znajdywałam w najbardziej nieoczekiwanych miejscach.

Ale na Islandię nie jedzie się przecież, aby z ludźmi konwersować, ale aby doświadczać pustki i potęgi natury, które nota bene wywołują fundamentalne pytania o to jak żyje się na Islandii. Zwłaszcza, że to bardzo długie życie. Bo 100 lat nie jest tu wyłącznie urodzinowym życzeniem, lecz realnym wyzwaniem. Z danych statystycznych wynika, że kobiety średnio żyją 81 lat, a mężczyźni 76 lat. To może dlatego właśnie tutaj wydaje się najwięcej książek na mieszkańca albo powstaje tyle pięknej muzyki? Więcej pytań niż odpowiedzi, które wyrzucają człowieka z utartych torów myślowych służących do poruszania się na co dzień.

Dlatego postanowiłam zacząć nowy etap w moim – nie tylko blogowym – życiu: oddać się fascynacji Islandią. Wykorzystuję do tego bloga pierwotnie poświęconego Australii. A skoro – ku mojemu zdziwieniu – ma on wciąż swoich czytelników i odwiedzających, to czemu nie kontynuować podróżniczych (nie mylić z urlopowymi) opowieści? Jak sama nazwa wskazuje, blog ma być dedykowany miejscom od wschodu do zachodu. Więc czas najwyższy wrócić do tego postawienia. A jeśli poszukiwać związków między Australią i Islandią, to jeden nasuwa się natychmiast. Nieskończony horyzont oraz zapierające dech w piersiach przestrzenie. I to nie naciągana analogia. Tylko coś, co właśnie w tych obu krajach fascynuje mnie najbardziej i powoduje pragnienie powrotu chociaż na chwilę (do wielkiej trójki dorzucam jeszcze Nową Zelandię). I to wbrew mej zasadzie niewracania w te same miejsca.

Seria islandzkich wpisów to także odpowiedź na pytania o wrażenia z podróży – postaram się skumulować tutaj swoje wspomnienia i obrazy, podam także kilka informacji praktycznych, które mogą przydać się innym. Ale pisząc, będę także sama chciała dowiedzieć się więcej o tej niezwykłej wyspie. Relacja będzie podzielona więc na odcinki, zwłaszcza, że pisanie i pokazywanie Islandii należy moim zdaniem dawkować. Aby delektować się nią jak najdłużej i jak najintensywniej. I w myśl zasady, że podróż dzieli się na 3 etapy – przygotowania, podróżowania oraz wspominania – pragnę rozciągnąć jak najdłużej w czasie ten ostatni. Ale wierzę, że już niebawem przejdę do etapu pierwszego – czyli planowania podróży na Islandię. Do czego zachęcam i Was :-). Zapraszam zatem do wspólnej podroży.

Reklamy

2 thoughts on “Moja islandzka opowieść

  1. Dziekuję i w rewanżu dwa tekściki. Andrzej Dnia 18 lutego 2018 12:58 odwschodudozachodu <comment-reply@wordpress.com> napisał(a):

    Małgorzata Krakowiak posted: " 

    Islandia – dla jednych wielkie marzenie podróżnicze, dla innych jakaś odległa kraina kojarzona co najwyżej z gejzerami, dla jeszcze innych symbol lepszego życia – na chwilę albo na jak najdłużej. Wiadomości z tej odległej wyspy dobiegają do Pols"

    • Szanowny Panie Andrzeju,
      ależ miła niespodzianka. Za teksty z góry dziękuję. Jak zwykle chętnie przeczytam. Najlepiej przesłać mi je na e-maila. Z wyrazami szacunku i bardzo serdecznymi pozdrowieniami.
      MK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s