Jedziemy… samochodem

DSC_6566

No to wylądowałam na Islandii! Jest kilka minut po 17.00 i ku mojemu zdziwieniu nie panują egipskie ciemności, a jedynie dzień powoli chyli się ku końcowi, zmieniając barwy na grafitowo-granatowe. Te same kolory kilkanaście godzin później będą obwieszczać kres nocy. Na jeszcze silniejsze bodźce zostaje wystawiony mój zmysł powonienia – Islandia wita mnie intensywnym zapachem siarki. W tym momencie trudno mi uwierzyć, że z każdym dniem będzie coraz słabiej wyczuwalny, aby na koniec pobytu zupełnie stracił się z mojego pola percepcji.

Teraz czas na sprawną logistykę. Kompletujemy naszą 12-osobową grupę. Część przyleciała z Gdańska, a część z Warszawy. Na lotnisku czeka na nas pracownik firmy, z której będziemy wynajmować auta. Zabiera ze sobą kierowców. Wprawdzie wszystkie wypożyczalnie znajdują się w niedalekiej, kilkukilometrowej odległości od lotniska, ale rzeczywiście takie rozwiązanie zaoszczędza znacznie czasu i organizacyjnego zamętu. Zwłaszcza, że najłatwiej z lotniska wydostać się… samochodem. Opcją jest także shuttle bus. Natomiast na całej Islandii nigdzie nie skorzystamy z pociągu, tramwaju czy metra.
Samochody wypożyczamy w dwóch różnych, sprawdzonych wcześniej wypożyczalniach:
– Green Motion: https://next.greenmotion.com/car-hire/iceland/keflavik-international-airport
– Fair Car: http://www.faircar.is/
Pomocne w znalezieniu odpowiedniej oferty mogą być globalne wyszukiwarki:
http://www.economycarrentals.com/
https://www.skyscanner.pl/
https://www.sebogo.es/

Bardzo szeroki asortyment aut w wypożyczalniach i ogromna popularność takiego sposobu poruszania się turystów (ale także Islandczyków) po kraju sprawia, że na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Warto jednak pamiętać o kilku szczegółach, które mogą mieć wpływ na to czy nasza podróż po Islandii będzie fantastyczna i… nie zrujnuje naszego portfela. No właśnie – portfel na Islandii oznacza wyłączenie kartę płatniczą. Już w niewielu miejscach możemy płacić gotówką. Dlatego nie warto brać ze sobą islandzkiej waluty.

Tak też oczywiście jest w przypadku wynajmu auta, do którego mocno sugeruję dokupić ubezpieczenie. Bo niezależnie od pory roku podróżując po tym przepięknym kraju należy być przygotowanym na zmienność – stanu dróg i warunków pogodowych. Pamiętajmy – tu rządzi natura. Najczęstszą i… nieubezpieczaną przez żadną firmę usterką są wyrwane przez wiatr drzwi. Nie dalej jak dzień później przy każdym wychodzeniu z auta będziemy toczyć nierówną (i jakże komiczną) walkę z siłami natury, trzymając za każdym razem drzwi dwoma rękami, aby nie pognały z wiatrem. Ta sama natura w czasie zimowym może przynieść zupełnie nagłe oblodzenie drogi albo jej zaśnieżenie. Poza Reykjavikiem raczej nie liczmy na posypanie jezdni solą albo piaskiem. Ale właśnie dlatego auta wyposażone są w specjalnie uzbrojone opony, które sprawiają, że jazda po zimowych drogach jest znacznie bezpieczniejsza. Pomimo to do prowadzenia potrzebne jest coś jeszcze – poczucie pewności i doświadczenie za kierownicą. Ale to nie koniec warunków sine qua non do udanej samochodowej podróży po Islandii.

Karta kredytowa. Przy wypożyczaniu auta będziemy poproszeni o nią, gdyż – poza poniesionymi kosztami związanymi z usługą – na czas wynajmu zostanie zablokowana spora suma naszych pieniędzy. Wróci do naszej dyspozycji po oddaniu auta w nienaruszonym stanie. Auto oddawane jest na ogół – przede wszystkim dlatego, że na Islandii jest tylko jedno międzynarodowe lotnisko – do tego samego miejsca, z którego zostało wypożyczone. Nie musimy być obecni przy jego sprawdzeniu. Za to w ramach usługi zostaniemy przez firmę odwiezieni na lotnisko. Nie chciałabym, aby ten post zabrzmiał jak zachęta do podróżowania autem. Sama staram się używać tego środka lokomocji, gdy jest to niezbędne, a wyjeżdżając zagranicę bardzo lubię poznawać kraj i jego mieszkańców właśnie poruszając się środkami komunikacji publicznej. Na Islandii warto jednak zmienić myślenie o sposobie przemieszczanie i poznawania kraju.

Oczywiście istnieją alternatywy dla podróży autem – autobus bądź autostop. Nawet zimą mijaliśmy rowerzystów. Każda z tych opcji ma jednak swoje ograniczenia, które w podróży po Islandii mogą sprawić, że nie wykorzystamy tego czasu wystarczająco dobrze i efektywnie. Dlatego za nim się na którąś zdecydujecie – to poza ustaleniem ilości czasu i pieniędzy – polecam podjąć decyzję, czy to wyjazd nastawiony na jak najwięcej atrakcji, czy raczej eksplorowanie zupełnie nieznanych terenów. Niestety już nawet w islandzkim przypadku oznacza to dwie różne podróże. A tak w ogóle warto na Islandię wybrać się kilka razy. Ten pierwszy raz – na przykład w sezonie zimowym – można potraktować jako wizytę przygotowawczą, aby zweryfikować swoje wyobrażenia. Ja właśnie ze swojej listy marzeń wykreśliłam podróż rowerową po Islandii…

I tu może kluczowa informacja praktyczna. Moja „wizyta przygotowawcza” była możliwa dzięki Kubie Hubertowi, który zorganizował ten wyjazd. Zwany „królem tanich podróży” od lat wraca zimą na Islandię, miłością do której zaraża kolejnych. A dzięki świetnej znajomości wielu miejsc na wyspie przecieranie z nim zimowych szlaków – dosłownie i w przenośni – jest o wiele łatwiejsze. Chociaż trudno w to uwierzyć, Kuby podróże na północ (Islandia to jedna z kilku destynacji, więc znajdziecie na http://www.1wtravel.pl/) to uzupełnienie jego codziennej, etatowej pracy. Jak sam mówi o sobie: „Przez 45 tygodni w roku jestem urzędnikiem w pod gdyńskim Kosakowie. A przez pozostałe 6 przewracam swój świat do góry nogami i organizuję wyjazdy”. Można? Można!

Reklamy

1 thought on “Jedziemy… samochodem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s